Facebook - dokumenty opublikowane za pośrednictwem brytyjski parlament

Brytyjski parlament upublicznił treść wewnętrznej komunikacji Facebooka. Z e-maili mamy możliwość dowiedzieć się, że Facebook z premedytacją wprowadzał śledzenie SMS-ów i rozmów sieciowych użytkowników bez informowania ich na temat. Z dokumentów wypływa też, że firma Firma Zuckerberga uzależniała dostęp do odwiedzenia danych użytkowników Facebooka od przychodów ze strony określonych firm – czyli pośrednio sprzedawała dostęp do tych danych – i utrudniała użytkowanie platformy stronom trzecim.

Firma Six4Three, która to wytoczyła Facebookowi proces, przekazała dokumenty brytyjskiemu parlamentowi. Tamtejszy Komitet ds. technologii numerycznych, kultury, mediów i sportu sprawdza standardy prywatności Facebooka w zakresie śledztwa ws. dezinformacji i fake news.

Pełną treść opublikowanych aktów (250 stron) można dowiedzieć się na stronie brytyjskiego parlamentu.

Damian Collins, przewodniczący wymienionego komitetu, przygotował streszczenie informacji z opublikowanych dokumentów. Wymienia je w punktach:

1. Lista szczególnych spółek

Facebook stworzył ewidencję firm, na które patrzył przychylnym okiem. Po modyfikacjach na platformie w latach 2014/15 utrzymały one kompletny dostęp do danych bliskich (inni go stracili - red. ). Nie jest jasne, czy użytkownicy wyrażali na to zgodę, ani w jaki sposób Nasza klasa podjął decyzję, które firmy muszą umieszczone na tak zaawansowanej liście, a które odrzucić.

2. Wartość danych empirycznych znajomych

Oczywiste wydaje się być, że wzrost przychodów od twórców aplikacji był celem wprowadzenia zmian na Systemie 3. 0 Facebooka. Koncepcja łączenia dostępu do informacji znajomych z bilansem finansowym w zależności twórców oprogramowania spośród Facebookiem powtarza się po dokumentach.

3. Wzajemność

Dzielenie się informacjami między Facebookiem a twórcami aplikacji była jednym z głównych punktów dyskusji po sprawie uruchomienia Platformy trzech. 0.

4. Mobilne

Facebook wiedział, iż zmiany w jego polityce na systemie Android, które umożliwiły aplikacji zbieranie wiadomości o rozmowach i tekstach wysyłanych przez użytkownika, byłyby kontrowersyjne. Aby złagodzić rezultaty złego PR-u, Facebook planował, by możliwie jak najbardziej utrudnić użytkownikom dowiedzenie się, iż była to jedna wraz z podstawowych cech aktualizacji.

5. Onavo

Facebook wykorzystał Onavo (należącą do odwiedzenia niego firmę analityczną a mianowicie red. ) do wykonania globalnych badań dotyczących korzystania z aplikacji mobilnych za pośrednictwem użytkowników – najwyraźniej z brakiem ich wiedzy. Firma wykorzystała te dane do oceny nie tylko tego, ile osób pobrało aplikacje, lecz też jak często wraz z nich korzystali. Wiedza ta pomogła zdecydować Facebookowi, które firmy kupić, a które traktować jako zagrożenie.

6. Atakowanie konkurencji

Dokumeny przedstawiają dowody dzięki to, że Facebook zachowuje się bardzo agresywnie w stosunku do innych aplikacji. W rezultacie odmowa dostępu do danych doprowadziła do upadku wielu przedsiębiorstw.

O czym nie wiedzieli użytkownicy?

Do połówki 2014 roku mottem Facebooka było "move fast and break things", czyli "działaj szybko i popełniaj błędy". Najwyraźniej firma wzięła sobie tę zasadę mocno do odwiedzenia serca. Przyjrzyjmy się na przykład wątkowi dotyczącemu produktów na Androidzie.

Zespół zajmujący się pozyskiwaniem świeżych użytkowników stwierdził, że w nadciągającej wówczas aktualizacji wymaga nowej funkcji. Chciał, żeby aplikacja Facebooka otrzymała wejście do informacji o SMS-ach i połączeniach telefonicznych użytkowników. Osoby, z którymi rozmawialiśmy – lub do których pisaliśmy – pojawiałyby się wtedy w polu "Osoby, które możesz znać". I tak najprawdopodobniej się historia.

Na zagrożenia wizerunkowe związane z tym planem zwracał uwagę Mike LeBeau, product manager w dziale bluetoothowych beaconów Facebooka. Uznał, że jeśli wraz z aktualizacją aplikacji pojawi się dane o tym, że Nasza klasa chce teraz śledzić złączenia, to może to odrzucić przypaść do gustu klientom. A ci musieliby się zgodzić na świeże ustawienia aplikacji, gdyby pragnęli z niej w praktyce korzystać.

LeBeau uznał, że niesie to "całkiem duże ryzyko z szanse PR-owej, ale wydaje się, że zespół odpowiedzialny zbyt wzrost liczby użytkowników jak i również tak się na wówczas zdecyduje".

Dodawał, iż zrzut ekranu komunikatu wraz z prośbą o udostępnienie produktów informacji o rozmowach i SMS-ach "może stać się internetowym memem, który przyciągnie uwagę prasy, a dziennikarze mogą zacząć zadawać pytania o to, czego faktycznie żąda aplikacja".

Wtedy włączył się w to Yul Kwon, który był w tamtym czasie szefem działu ds. prywatności. Ogłosił, że jego zespół wymyślił sposób na to, by aplikacja uzyskała dostęp do odwiedzenia wspomnianych informacji o dyskusjach i połączeniach, bez informowania na temat w jakikolwiek strategia użytkowników Facebooka.

Jeszcze raz: szef działu ds. prywatności Facebooka znalazł strategia na to, jak zbierać większą ilość danych o użytkownikach, w celu zwiększenia ich liczby – bez informowania katalogów na temat w jakikolwiek strategia.